Zrób coś z sobą…

Taki własnie był tytuł piosenki Edyty Geppert wykonywanej przez nią razem z moim ulubionym (i zaprzyjaźnionym również) zespołem Kroke. W piosence tej tytułowe nawoływanie do „zrobienia czegoś ze sobą” przynosi rozwiązania zaskakujące i nawet nieco makabryczne. Dlatego nie należy kojarzyć tekstu tej piosenki z tym co przeczytacie poniżej. To co poniżej to naprawdę wezwanie samego siebie do zmian radykalnych, ale w pełni pozytywnych.

136 kilogramów przy 174 centymetrach wzrostu! To mój rekord absolutny! Dlaczego z faceta mającego od dłuższego czasu małą, a potem dużą nadwagę, stałem się cholernym wielorybem?

Powodów zapewne parę, ale efekt jaki jest każdy widzi. Wagą w której czułem się normalnie albo wręcz leciutko (18 lat temu, ale pamiętam, pamiętam!) było 78 kilogramów. Mniej więcej 13 lat temu oscylowałem wokół liczby 90, a potem przybywało i przybywało.

Kiedy 10 lat temu przekroczyłem setkę postanowiłem działać. Dietetyk, pełna mobilizacja i dieta 1000 kalorii. Pani dietetyk którą odwiedziłem w Puławach była naprawdę gastrologiem, a jako dietetyka poleciła mi ją pani recepcjonistka i to konfidencjonalnym szeptem. Miała rację w 100 procentach bo głośno o umiejętnościach pani doktor w sprawach odchudzania mówić się nie powinno. Dostalem odbitą na ksero kartkę formatu A4 z dietą kopenhaską (poprawioną w niektórych miejscach długopisem!). 80 złotych wydane w tej przychodni można było spożytkować znacznie ciekawiej…

W związku z tym była to moja ostatnia wizyta w tym miejscu, ale sama osoba pani „dietetyczki” pojawi się w tej opowieści i będzie to objawienie bardzo miłe.

Zacząłem liczyć kalorie i z czasem arytmetyczne operacje wykonywałem z lekkością motyla. Kilogramów ubywało, wciskałem się w coraz „szczuplejsze” ciuchy – pełnia szczęścia! Kiedy ze 108 kilo zrobiło się 86, zupełnie przypadkiem spotkałem w markecie „moją” panią doktor. Wykrzyknęła: „ale pan schudł!” – aż się ludzie wokół zaczęli oglądać. To był miły element tego spotkania. Elementem śmiesznym była wypowiedź rzeczonej pani na temat wykonywania zaleconej przez nią diety i jej niepodważalnej przecież skuteczności! Zarozumiały babsztyl i w dodatku przez ostatnie 4 miesiące sam dość poważnie się upasł!

Jakiś czas był spokój, potem wiadomo – efekt jo-jo. Nie to żebym się obżerał, ale powrót do picia alkoholu pod postaciami przeróżnymi i zamiłowanie do gotowania przełożyły się po 2 latach na powrót do wagi ponad kwintalowejJ

Kiedy wskazówka wagi doszła do 110 kilogramów zacząłem myśleć o powrocie do przeróżnych ograniczeń i rygorów. Znalazłem rozwiązanie wydawałoby się idealne! Dieta białkowa zwana dietą Dukana! Odpowiadała mi od A do Z i działała! Schudłem znowu ponad 20 kilo, ale okazało się że dieta nie podoba się mojemu organizmowi.

Początkowo wszystko było OK, „Dukan” wydawał się dla mnie jakby stworzony! Dużo mięsa (lubię!), ryby bez ograniczeń – nawet tłuste (bardzo lubię!). Ogólnie po okresie przygotowawczym i przyzwyczajeniu się do nowych reguł ten rodzaj odżywiania  wydawał się znakomity, a spadek wagi naprawdę ekspresowy. Opisywane wszem i wobec skutki uboczne  wydawały mi się przesadzone. Ostrzegano głównie przed zaburzeniem pracy nerek, a antidotum na to miało być picie dużych ilości płynów , co czyniłem z ochotą, gdyż dieta dopuszczała picie coli light. Niestety ogromne ilości białka zwierzęcego jakie dostarczałem mojemu organizmowi nie pozostały bez wpływu na jego kondycję. Zakwasiłem sobie organizm i dorobiłem się podagry. Nazwa tej choroby kojarzyła mi się do tej pory z przypadłościami osób szlachetnie urodzonych wymienianych w literaturze. No, przepraszam bardzo, ja sroce spod ogona nie wypadłem i podagra vel DNA moczanowa należy mi się bez żadnych warunków wstępnych! J. Tyle żartów na ten temat, bo same ataki tego choróbska są naprawdę paskudne. Niestety  jego skutki odczuwam do dziś, i odzywa się w najmniej odpowiednich momentach. Odczuwać będę zresztą do końca moich dni, gdyż z tą chorobą jest się już na dobre i na złe.

Oczywiście znowu jo-jo i powrót do dawnej wagi.

Nagle w 2013 roku podjąłem decyzję o rzuceniu palenia. Ci którzy mnie znają nie wyobrażali sobie mnie bez papierosa. Po 33 latach palenia doszedłem do 3 (słownie trzech) paczek wypalanych dziennie. Papierosów mocnych (czerwone Lucky Strike) i pakowanych po 23 sztuki w jednym pudełku.

Z dnia na dzień: koniec!

Po rzuceniu palenia najpierw pilnowałem się bardzo. Uważałem na to co jem i wydawało się że zostanę przy mojej znacznej nadwadze,ale że nie przybędzie mi nic więcej. Życie było jednak bezwzględne. Po 4 miesiącach 8 kilo, potem 6 tygodni w Indiach (kolejne 4 kilo) i doszedłem do 120 kilo. Przez kolejnych 6 miesięcy były próby zrzucenia (dieta 1000 kalorii), ale najwyraźniej z wiekiem stałem się człowiekiem, który w tych sprawach ma „słabą silną wolę”. Porażka na całej linii!

Wtedy podjąłem decyzję: jak nie pałką hipopotama to kijem! Nie da się po dobroci to trzeba przymusem. CHLO – czyli chirurgiczne leczenie otyłości.

Sposobów jest kilka, ja wybrałem gastric by-pass. W następnym poście fachowy opis tej metody.

Czy to będzie dla mnie początek nowego życia? Mam taka nadzieję!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s