I po strachu!

Odnoszę wrażenie, że tego dnia w ogóle nie było. Nie było żadnej narkozy, ani operacji. Niestety każdy kto kiedyś był operowany wie dobrze, że organizm przypomina o zabiegu!

Dzień „0”

Zaczęło się pędem strasznym: pobudka, mierzenie ciśnienia, dogolenie brzucha (piszę dogolenie, bo ogólnie ogoliłem dzień przed przyjęciem do szpitala), mycie szamponem dezynfekującym, potem opaćkanie pomarańczowym płynem tzw. pola operacyjnego. Dzisiaj wszystko szło sprawnie – o 11 na sali operacyjnej, a po 2 godzinach już w pokoju. Budziłem się po południu, ale nie bolało. Dostałem pyralginę i było mi dobrze i bezboleśnie… Bardzo miła pani salowa namówiła mnie do przebrania się we własne ciuchy i przy okazji poszedłem sam do łazienki. Za głową pikał monitor, pełno kabli i rurek – czuję że jestem w szpitalu! A „olinowanie” jest naprawdę solidne: 1. dren z lewego boku zakończony plastikowym pojemnikiem 2. maska z tlenem – zdjęli mi jakieś pół godziny po wybudzeniu 3. wenflon (przeważnie w dłoni) do podłączania kroplówek 4. opaska do mierzenia ciśnienia założona na stałe – mierzy z automatu co pól godziny 5. Przylepce w okolicy serca podłączone do monitora.
To chyba tyle. Odłączają najpierw tlen, potem cały monitor (opaska i przylepce), dwa dni po operacji dren (po zrobieniu kontrastu). Wenflon póki co jest.

Dzień Pierwszy

Rano bez problemów wstałem i trochę pochodziłem. Wszystko tu chodzi jak w szwajcarskim zegarku, cały czas ktoś coś podłącza, odłącza, pyta się czy wszystko OK. Doktor Pastuszka przyszedł jak się wybudziłem – takie drobne, ale bardzo miłe gesty. Ogólnie przez cały dzień podsypianie, czytanie i trochę spacerków.

Wieczorem poczułem ciśnienie w ramieniu i klatce piersiowej – to odezwał się dwutlenek węgla używany przy operacji. Dostałem dawkę uśmierzających leków i poszedłem spać!

 

Dzień drugi

Ciągle mam za wysokie ciśnienie. 195/110 – co ja na to poradzę? Zapewne operacja była tak podniecającym przeżyciem, że nie mogę do siebie dojść…

Byliśmy całą „Bandą Pięciorga” na zewnątrz odetchnąć świeżym powietrzem (a Ania z Marzenką nikotynowym). Dzisiaj pierwsza cienka herbatka i kleik ryżowy paskudnawy, ale weszły mi 4 łyżki. Jutro ma być przecier warzywny – to dopiero będzie uczta!!!!

Chodzę dużo po korytarzu – jeszcze sobota i niedziela. Nie narzekam, oczywiście że tęskniłem za Lubelszczyzną, ale chodziło mi o Kazimierz a nie szpital w Łęcznej! Chociaż zgrzeszy ten kto powie złe słowo na to miejsce…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s