Do domu

Miło było, ale wystarczy. Porozpisywałem się tu o gościnności szpitala, ale nie da się zapomnieć że to jednak nie dom. Trochę nas tu potrzymano, choć ja się cieszę gdyż dobrze zostać parę dni „po” pod obserwacją w dobrych rękach.

Dzień trzeci i czwarty minęły u mnie w zasadzie bez większych sensacji. Niestety w niedzielę wieczorem dała o sobie znać podagra i po konsultacjach pozwolono wziąć mi swoje leki (Olfen). Niestety działały bardzo wolno, co wydaje się zrozumiałe, bo jeżeli teraz jedzenie gorzej mi się wchłania to dlaczego miałoby nie dotyczyć to leków. W dniu piątym po operacji (poniedziałek) jeszcze coś uciskało moją stopę. Martwiłem się, bo wracałem do domu Polskim Busem i jakoś trzeba było się przemieścić. Marzenka zaproponowała „podwózkę mężem”, czyli zawiezienie na dworzec autobusowy do Lublina. Skwapliwie skorzystałem, bo ze szpitala w Łęcznej trzeba najpierw podjechać busikiem na dworzec, a dopiero stamtąd do Lublina i robi się z tego nie lada operacja. Skorzystała też Ania i ekspresowo znaleźliśmy się na malowniczym dworcu przy ulicy Ruskiej. Do odjazdu dwie godziny, a w powietrzu unosił się zapach mojego ostatniego, regularnego posiłku „ze starego życia” – kebabu. Oj, dobry był!

Podróż do Warszawy miła i bezproblemowa, potem metro i spacerek do domu. Najgorsza jednak wspinaczka na piąte piętro, szczęśliwie najmłodsze dziecko pomogło z walizką. Home sweet home!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s