Odczucia po operacji 1

Minęło 17 dni od operacji, czas więc na pierwsze podsumowania, by Ci z was, którzy jeszcze są „przed” wiedzieli czego się spodziewać.

Niestety (a może raczej na szczęście) nie jestem przykładem pacjenta bariatrycznego, który miałby na swoim koncie przeróżne komplikacje i krwawe powikłania. Pod tym względem wszystko u mnie do dupy! Pamiętajcie jednak, że operacja (bez względu na to czy sleeve czy gastric bypass) jest bardzo poważna i wielkim nadużyciem jest nazywanie jej „zabiegiem”. Pamiętajcie też, iż decyzję trzeba podjąć w sposób rozważny i przemyślany i nie mieć absolutnie ŻADNYCH wątpliwości. Właśnie dlatego konieczne są wcześniejsze spotkania z psychologiem. Po operacji zmienia się w Waszym życiu wszystko co związane jest z jedzeniem, zarówno ilość jak i rodzaj przyjmowanego pożywienia. Reklamacji (czyli zmiany decyzji) szpital nie przyjmuje.

O powikłaniach poszukajcie sobie w necie, bo ja postanowiłem opisywać własny przypadek, a tu jak wspomniałem większych problemów (poza przemądrzałą i niechlujną pielęgniarką przy zdjęciu szwów) nie napotkałem.

Pierwsze dni w szpitalu opisałem już wcześniej. Dni po powrocie podobne są do siebie, aczkolwiek z czasem wszystko zaczyna się zmieniać, gdyż według wskazówek jakie dostałem przy wypisie ze szpitala po dwóch tygodniach można wprowadzać do menu nowe produkty.

W całej mojej baterii przecieranek grzebię codziennie, ale wyjadam co najwyżej dwa, lub trzy  pojemniczki. Zdarza mi się że zjem coś w zaprzyjaźnionej restauracji (miksowana marchewka z natką pietruszki na odtłuszczonym rosole), albo pochłonę więcej białka (serek chudy z mlekiem 1,5% i świeżym oregano na śniadanie). Od trzech dni wmiksowuję również pierś z kurczaka bez skóry i pieczoną – ja mięsożerca tęskniłem za tym rodzajem białka jak naród rosyjski za czasami Breżniewa!

Spróbowałem jako deseru tartego jabłka na surowo (7 dkg), przeszło i nic się nie stało (jednak nie wolno jeszcze według rozpiski).

Najczęściej mój wzorowy dzień wygląda tak: na śniadanie wspomniany biały chudy serek, potem zupka przecierana, zupka po raz kolejny, przecierany kurczak pieczony (pierś) i na kolację makrela wędzona, której podobno jeść nie wolno, ale tu pomiędzy lekarzami zdania są podzielone. Ryby to jednak źródło białka i kwasów omega 3, więc czemu nie? Może dlatego, że ość połknięta to nie jest to co mój nowy żołądek polubiłby najbardziej? W związku z tym uważam i jem.

Mój dzień byle jaki wygląda natomiast tak: zjadam rzeczony serek, zapominam o zupce na drugie śniadanie, zjadam papkę obiadową, natomiast reszta już normalnie. Ciągle gdzieś „ucieka” mi jeden posiłek i częściej się zdarza, iż go zapominam niż pamiętam.

Aktywność fizyczna zawsze była moją słabą stroną, ale w momencie zamieszkania na V piętrze bez windy i w odległości 600 metrów od najbliższego przystanku jest z tym coraz lepiej. Życie zmusza mnie do dwóch wejść (i zejść) dziennie. Do pracy jeżdżę tramwajem i wysiadam przystanek przedtem (kolejne 800 metrów), a planuję wysiadać jeszcze wcześniej. Brzuszki i ćwiczenia domowe planuję rozpocząć za 2-3 tygodnie i pierwszy raz w życiu mam do tego zapał i ochotę!

Zdałem sobie sprawę, iż nie informuję Was o spadku wagi, a to przecież rzecz motywująca najbardziej!

Przed operacją 8.09.2015 – 133 kg, BMI 43.93

Przy wypisie 14.09.2015 – 126 kg, BMI 41.62

Dzisiaj 26.09.2015 – 120 kg, BMI, 39.64

Uwierzcie, że chce się żyć i dalej chudnąć. Pomimo, że może niektóre produkty wprowadzam za szybko to nie zjadłem jeszcze niczego, co byłoby naprawdę kaloryczne. Zero cukru, zero tłuszczu w czystej postaci. Oczywiście fruktoza w jabłku i śladowe ilości tłuszczu w kurczaku, wiem. Jednak jedząc pięć lub cztery posiłki nie zbliżam się nawet do 500 kalorii dziennie, a czuję się naprawdę dobrze. Nie jem żadnych produktów zbożowych (pieczywa, ryżu, mącznych). To wszystko wydaje się oczywiste, jednak próby przekąszenia czegoś „nielegalnego” kończą się u „bariatrycznych” najczęściej wkroczeniem na złą ścieżkę. Przecież organizm nie odrzuci dwóch gałek lodów, więc jak raz się uda to i drugi jest możliwy. Moim zdaniem szkoda operacji i szkoda czasu. Tego czasu na schudnięcie nie mamy wcale aż tak wiele, bo spadek wagi jest notowany najwyżej do 24-ego miesiąca po operacji. Oczywiście są to sprawy indywidualne, dużo zależy od wagi początkowej i innych, pomniejszych aczkolwiek istotnych czynników. Jednak rzeczą niezaprzeczalną jest to, że największe spadki wagi to pierwsze 12 miesięcy. Potem tylko u niektórych waga idzie w dół, ale nawet jak spada to już dość wolno. Dlatego teraz trzeba zewrzeć pośladki, naprężyć nasz tłuszcz i resztki muskułów i walczyć! Starać się nie grzeszyć i wycisnąć z tej operacji ile się da!

P.S. Izie obiecałem przepisy i słowa dotrzymam, ale nie notowałem nic przy gotowaniu papek i dodam receptury po ugotowaniu następnej partii. Tymczasem przepis na niskokaloryczny i pyszny deser. Zrobiłem sobie 10 pojemniczków i dzisiaj zjadłem ostatni…

GALARETKA MELONOWA

-jeden średniej wielkości melon dowolnego gatunku

-żelatyna spożywcza

-słodzik w płynie

Miąższ melona wybrać, pokroić na kawałki wielkości orzecha laskowego i włożyć do miski. Dodać słodzik w płynie – trzeba spróbować, ale pamiętajmy że jest bardzo słodki. Melon po paru minutach puści sok, możemy to przyśpieszyć mieszając w misce łyżką. Odsączamy owoce na sicie zachowując oczywiście sok. Żelatynę przyrządzamy według przepisu na opakowaniu (różne firmy mają różne proporcje) używając zamiast wody pozostałego po odsączeniu słodkiego soku z melona. Owoce rozkładamy do pojemniczków (ja użyłem takich po 250 ml i napełniłem je do połowy) i dopełniamy ciepłą galaretką. Kiedy trochę ostygnie odstawiamy do lodówki, żeby deser stężał. Jeśli ktoś lubi można dodać pokrojonej, świeżej mięty.

Reklamy

5 myśli na temat “Odczucia po operacji 1

  1. Witam szukając w sieci coś na temat operacji natknęłam się na pana blog . O operacji już rozmyślam klika lat . Nigdy nie mam odwagi boje się ze nie poradzę sobie . Te diety, to mozna tego nie itp. Przed kilkoma dniami odważyłam się i poszłam na pierwsza wizytę do lekarza . Pierwsze koty za płoty . Niewiem czy dam radę . Panu gratuluje odwagi . I nareszcie mam lekturę która mi podpowie co z czym do operacji i po niej . Pozdrawiam

    Polubienie

    1. No właśnie na dobrego bloga trafiłaś żeby się nie przestraszyć! Ja jestem przykładem przejścia tej ciężkiej operacji w sposób absolutnie lekki. Zachęcam Cię do dalszego działania: znikło beznadziejne czekanie na nie wiadomo co, wyrzuty sumienia że się znowu tyje. Chudnę, czuję się coraz lepiej, inaczej patrzę na świat! Oczywiście są zagrożenia i należy o nich poczytać w sieci, ale tutaj znajdziesz dużo optymizmu gdyż opisuję mój prawdziwy i pozytywny przypadek!

      Polubienie

  2. Witam serdecznie jestem 12 dni po operacji bariatrycznej , czekalam na nia dwa lata . Ja tak samo jak autor tego artykulu moge napisac same pozytywy . Wedlug mojego lekarza i dietetyka mozna jesc prawie wszystko / z wyjwtkiem produktow rozdymajacych/ w formie papki . Myslalam ze z dieta bedzie gorzej tym bardziej jak jest rodzina i ” wspolny ” garnek ale jest to wszystko do przeskoczenia tym bardziej jak rodzina Ciebie wspiera 🙂 Waga faktycznie spada codziennie. Na chwile obecna jestem zadowolona i mozna powiedziec dumna z siebie ze podjelam taka decyzje . Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s