Żołądkowe rewolucje

Nie może być pięknie cały czas. Przekonałem się o tym boleśnie w ostatni wtorek i trzy dni później…

Im łatwiej wchodziło mi jedzenie, tym bardziej wierzyłem w to, iż mój organizm nie będzie tknięty przez żadną z przypadłości opisywanych przez dziewczyny z forum na ikafeterii. Ale przyszła kryska na Matyska! Wcale mnie nic nie zaczęło zatykać, ani też nie zjadłem niczego co potem spędzało by mi sen z powiek (typu shake z lodami). Byłem po prostu na imieninach u mojego Taty. Kolacyjka nie za długa, ale bardzo miła. Moja Mama nie była wprowadzona w szczegóły dotyczące mojej operacji, ale wie że się restrykcyjnie odchudzam. W dobroci serca zrobiła specjalnie dla mnie (oczywiście inni też się załapali) galaretkę z kurczaka. Przedtem nic mi o tym nie mówiła, więc zaskoczenie było miłe. W kieszeni miałem swój przecierek (bodajże ze szpinaku), ale jakie emocje może wzbudzić warzywna papka przy mięsnym i co najważniejsze dozwolonym posiłku?

Zjadłem 3 niewielkie łyżki i już… No raczej można było się tego spodziewać! Po jakiś 2 godzinach poprawiłem dużą łyżką (tu już niezgodnie z zasadami).

Około 2 w nocy mój organizm popchnął mnie w kierunku łazienki, podpowiadając abym zabrał ze sobą „Kindla” bo będzie dużo czasu na czytanie.

Jak organizm podpowiedział – tak było! Nieprzespana noc, a rano akurat do pracy. Trzeba być twardym, więc postanowiłem pokarmom powiedzieć duże NIE przynajmniej w tym dniu. Podwójny węgiel popity gorzką herbatą i do roboty. Jakoś to wszystko przeżyłem, dotrwałem w spokoju do wieczora. A wieczorem telefon, dzwoni Tata: -Cześć, będziesz jutro w naszej okolicy? –Tak, powinienem, a dlaczego pytasz? –Zapakowałem Ci galaretę z kurczaka, widziałem jak Ci smakowała, zajrzyj do nas, jest zapakowana i czeka na Ciebie.

Sygnał o galarecie przez trąbkę Eustachiusza w uchu przedostał się do mózgu, mózg dzięki łączności z innymi organami powiadomił żołądek a ten powiedział: po moim trupie! Na szczęście nie podjął innych, bardziej drastycznych działań za co bardzo mu w tym miejscu dziękuję! Galareta jak galareta, zrobiona na odtłuszczonym rosole, z czystym mięsem z kurczaka – absolutnie nic nie powinno się zdarzyć! Jednak pomimo dobrych chęci moich Rodziców trzeba wziąć pod uwagę czynnik pewnej niedokładności. Przez ostatnie 3 tygodnie nie jadłem żadnego tłuszczu, ani cukru. Tutaj tłuszcz mógł się przydarzyć szczególnie w postaci kawałków skórek z kury niezauważonych i niewykrytych przez moją Mamę. I to właśnie prawdopodobnie spowodowało moją „Łazienkową Noc Czytelniczą” po dniu świętego Michała…

Po tych sensacjach i całodniowej głodówce bardzo ostrożnie wszedłem w dzień kolejny. Biały serek rano, potem papki. Zjadłem tuńczyka w sosie własnym (120 gram), ale czuję że „przedawkowałem” z jedzeniem makreli i ryby teraz trudno mi wchodzą. Zrobię chyba przerwę, bo ryby bardzo lubię i nie chciałbym ich sobie obrzydzić. Wszystko wróciło do normy…

Dzień kolejny, piątek przebiegał również zgodnie z planem, co oznacz brak sensacji wielkiego formatu i zdecydowanych rewolucji (podobnie jak w życiu każdego państwa). Aż do wieczora…

W posiłku numer cztery tego dnia zjadłem sparzonego ananasa, dosłodzonego słodzikiem. Już w tym momencie nie było dobrze, bo słodziku chlapnęło mi się ciut za dużo i jego dość paskudny smak zaczął dominować w tym deserze.

Papek na ten dzień miałem już dość, więc wpadłem na pomysł, że dzień zakończę bananem. Kruszyna, moja koleżanka z forum kafeterii wychwalała bananowe posiłki, spróbuję więc i ja – pomyślałem. Niestety nie dla każdego banan przeznaczony. Weszło ćwierć i…zatkało! Lecz jeśli myślicie, że tak po prostu zatkało to się mylicie! Zatkało na amen! Słowa nie mogłem powiedzieć, wstałem, przełknąłem ślinę i nic. Po parunastu sekundach było lepiej, po dwóch minutach byłem w łazience.

UWAGA! OPIS PASKUDŹTW!

Wizytę powtarzałem trzykrotnie, ale bezskutecznie. Miałem odruch wymiotny, ale nic więcej, wylatywał ze mnie tylko jakiś śluz. Sytuacja unormowała się po około trzech godzinach. Wierzcie mi, nie było łatwo…

UWAGA! KONIEC OPISU PASKUDŹTW!

Takie to koszmarności zafundowałem sobie mijającym tygodniu, czego absolutnie nikomu z Was nie życzę!

Reklamy

6 myśli na temat “Żołądkowe rewolucje

    1. Zdarzyło mi się po zjedzeniu banana, którego znowu inni wychwalają jako rzecz zupełnie neutralną i bezproblemowo „wchodzącą”. Jeśli miewasz mdłości to są one z pewnością związane z rodzajem jedzenia jakie zjadasz. Zaobserwuj po czym Ci niedobrze i wyeliminuj to. I po kłopocie.:-)

      Polubienie

      1. No ale to jest w zasadzie ciągła nudność. Właśnie chodzi o to ze nie ma konkretnego rodzaju jedzenia, bo mnie w zasadzie teraz odrzuca od jedzenia przez to .

        Polubienie

  1. Kolejny raz czytam Twojego bloga. Jestem 12ty dzien po operacji i dzisiaj przezylam dumping syndrome. Myslalam ze umre. Wpadlam w panike . Myslalam ze jak bede grzecznie przestrzegac diete to mnie cos takiego nie spotka; Coz u mnie nie byl to banan tylko przecier z kalafiora po raz pierwszy i na pewno ostatni.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s