O moich dziurkach…

O tych w brzuchu i o tych na pasku…

Dziurek pooperacyjnych w brzuchu jest pięć. Nie wiem czy dobrze zapamiętałem lekarskie wytłumaczenie (jeśli nie to proszę niech ktoś mnie poprawi), ale każda jest potrzebna i wymieniam po kolei:

  1. Doświetlenie, czyli maszty oświetlające boisko zwane w szpitalu „polem operacyjnym”
  2. Dren – tędy wyciekają litry krwi i potu (bardziej krwi) wylane podczas spotkania z chirurgiem i zbierają się w plastikowym, przeźroczystym pojemniczku. Dzień po operacji wypijamy specjalny płyn w kolorze atramentu (a możliwe że o smaku również, choć nie mam porównania) i jeśli w najbliższym czasie nasze barwy klubowe w pojemniczku nie zmienią się (a są czerwono, różowe) to wszystko OK. Jednak jeśli w pudełku będzie można dostrzec kolor fioletowy to biada ci! Chirurdzy znowu wezmą cię pod nóż!

3 i 4 – to dziurki przez które przechodzą joysticki jakimi operuje  chirurg. Gra się tu zupełnie na poważnie, choć wygląda to nie jak mecz piłkarski, a tylko jak kanapowe, niewinne potyczki w FIFA 2015. Od tych dziurek zależy najwięcej!

  1. Tu mam wątpliwości, ale chyba tą dziurką przesuwa się i podwiesza naszą opuchniętą wątrobę, żeby nie przeszkadzała w operacji. Gdyby kiedyś zareagowano w odpowiednim czasie na przyczyny puchnięcia wątrób naszych reprezentantów w piłce nożnej to bylibyśmy już mistrzami świata!

To tyle o moich dziurkach w brzuchu. Jakiś czas temu myślałem o nim(o brzuchu!) jak o boisku piłkarskim, dlatego te porównania. Dzisiaj muszę powiedzieć, że jawi mi się jako plac gry do piłki ręcznej, a docelowo chciałbym żebyśmy w jego wypadku rozmawiali raczej o terenie do siatkówki…

Medyczna wartość tego opisu może okazać się wątpliwa i nie biorę za nią odpowiedzialności………..

Bardziej rzeczowa informacja na ten temat: jeżeli są zaczerwienienia i lekki odczyn zapalny to znakomicie na mnie podziałał Borasol. Opatrzenie powinno wyglądać tak: rankę pooperacyjną  przemywamy woda utlenioną, za parę sekund nawilżamy wacik sterylny Borasolem, przykładamy i zaklejamy plastrem fizelinowym (aby rana mogła oddychać). Nie moczyć tych miejsc i zmieniać opatrunek dwa razy dziennie. Naprawdę działa i goi się bardzo szybko.

A co z dziurkami na pasku? No właśnie! Kiedy parę miesięcy przed operacją wpadłem na pomysł spisywania wszystkich faktów i myśli związanych z tą operacją, byłem przekonany iż zdecyduję się na opaskę żołądkową. Dlatego też chciałem nazwać blog „dwie opaski”. Chodziło o jedną na brzuchu, a drugą na pasku jako memento mojego spadku wagi. Jak wiecie opaski nie założyłem, ale pasek jak większość mężczyzn nadal noszę.

Mój pasek jest solidny, z grubej świńskiej skóry, czarny i nie ma co ukrywać – cholernie długi! Zimą miałem moment (ostatni) kiedy podjąłem próbę odchudzania. Zrzuciłem nawet 7 kilogramów i moje duże spodnie zaczęły delikatnie się zsuwać pomimo podtrzymującego je paska. Poszedłem więc do kaletnika na ulicę Mickiewicza. Pan dziurkę zrobił i powiedział: „do zobaczenia, bo to długo na panu nie wytrzyma”. Doszedłem do pobliskiej restauracji, poprawiłem pasek i… po pasku! Ze spodniami w garści wracam do kaletnika, a ten uśmiechnięty od ucha do ucha że wyszło na jego! Zakupiłem nowy sprzęt i teraz na nim będę zaznaczał swoją historię tracenia kilogramów.

Oznajmiam, iż pierwsza dziurka została zrobiona 25 września. Umowa z panem kaletnikiem jest taka, że robi tylko po jednej, a nie na zapas. Powiedział, że chętnie będzie obserwował chudnięcie i wnosi w nie swój skromny wkład – robienie dziurek gratis!

PS Wspominałem, że będę się ważyć raz w tygodniu, ale nie wytrzymuję! Myślę, że dwa razy też będzie OK? Od tej pory „dni prawdy” to wtorek i sobota rano.

Wczoraj 115,3 kg! Od operacji spadło 17,7 kg, a od diagnostyki 20,7 kg!

Reklamy

6 myśli na temat “O moich dziurkach…

  1. Cześć bardzo lubie czytać twojego bloga. Ja jestem przed pierwszymi konsultacjami w Łęcznej. Moje BMI 44 mysle ze raczej mnie zakwalifikują bo szczerze mówiąc traktuje to jak ostatnia deskę ratunku. Twoje wpisy dodają mi skrzydeł lubie cie czytać i mocno trzymam kciuki za dalszy spadek wagi. Pozdrawiam i powodzenia

    Polubienie

    1. W Łęcznej przysługuje jedna wizyta u dietetyka, można dokupić potem kolejne. Ja swoje przepisy opieram na wskazówkach jakie dostałem przy wypisie i dbałości o niską kaloryczność dań.

      Polubienie

      1. ok. 🙂 Ja obecnie jestem na 3 roku dietetyki klinicznej i będę pisała pracę o pacjentach po operacjach bariatrycznych i czy ewentualnie gdybym potrzebowała pacjenta byłbyś zainteresowany ?

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s