Zamiast tortu…

…zastrzyk w dupsko! Inaczej nie da się tego nazwać (może się da, ale ja lubię nazywać rzeczy po imieniu!). Dzisiaj minął miesiąc od operacji.

Dzisiaj minął miesiąc od operacji. I co? Nic, dzień jak co dzień. Rano obżeram się serkiem, potem zupka paprykowa z plasterkami piersi z kurczaka, marchewkowy mus z imbirem, galaretka z melona, a na kolację dwie kromki Wasy żytniej z pomidorem, ogórkiem, oregano i chudym serem. Nigdy dotąd nie żywiłem się tak regularnie! Przypomniałem sobie rano o miesięcznicy i jak to przy takich okazjach pomyślałem o jakowymś podsumowaniu.

Wydaje mi się że najciekawsze dla przyszłych pacjentów oddziałów bariatrycznych będzie zestawienie moich obaw „przed” z rzeczywistością „po”.

Bałem się trochę przed, ale nie do końca wiedziałem czego. Troszeczkę tych promili ludzi którzy nie przeżywają operacji, trochę bólu po, a trochę chyba „czarnego luda” bliżej nie określonego i straszącego grubasów po nocach.

Nie ma co się bać, bo i tak na nic nie mamy wpływu. U dentysty zawsze można jeszcze zwiać z fotela, albo urąbać stomatologa w paluch, aż mu krew tryśnie. A tu wjazd na salę, maseczka na pysk i odpływamy w siną dal. Jeśli zamiast chirurga – fachowca operować nas będzie dr Kidler i dr Wstrząs to tylko oznacza że nie jesteśmy w szpitalu, a na planie serialu „Daleko od noszy”, ale nie wydaje mi się by aktorzy mieli czelność nam coś zrobić. Natomiast jeśli wybraliśmy szpital w którym robi się dużo takich operacji to jakiekolwiek ryzyko dodatkowo maleje.

Ból – u mnie poniżej 2 w skali od 1 do 10. Jeżeli kogoś boli bardziej to pielęgniarki podają środki przeciwbólowe na zawołanie. Wśród personelu zasada jest jedna: ma Cię nie boleć!

 

Obawiałem się, że zacznę normalnie funkcjonować dopiero po 2- 3 tygodniach po operacji.

Pamiętacie mój wypad na bazar, no nie było to rozsądne oczywiście, ale dzisiaj wniosłem na 5 piętro około 30 kilogramów przeróżnych zakupów i czuję się świetnie. Po tygodniu od operacji mógłbym chodzić do pracy. Operacja laparoskopowa to jednak fajny wynalazek.

Obawiałem się monotonii w jedzeniu.

Nic bardziej mylnego! Kombinuję jak koń pod górę i wymyślam przeróżne dania które już wprowadziłem albo niebawem zacznę wprowadzać do mojego menu. Nigdy tyle czasu nie poświęcałem na układanie jadłospisu dla siebie samego. Jem tylko to co dozwolone i celebruję ten moment. To prawdziwa przyjemność!

Zatykanie i tak zwane zwroty

W zasadzie nie występują. Myślę że każdemu dobrze zrobi jeden taki wypadek i potem bardziej uważamy. Ja wpadkę miałem na bananie (a nie na skórce od niego). Niech się banan wali – bez łachy, nawet na niego nie spojrzę!

W zasadzie to więcej obaw nie miałem, przynajmniej dotyczących tego okresu po operacji. Nie bójcie się, ducha nie gaście! Kiedy tracimy kilogramy to chce się żyć i wszystko wygląda pięknie i kolorowo!

Obawy na przyszłość to kondycja włosów i paznokci, oraz to jak się zachowa moja skóra. Pożyjemy, zobaczymy…

Dzięki temu, że minął miesiąc przypomniałem sobie o konieczności zrobienia zastrzyku z witaminy B 12. W szpitalu dostałem skierowanie do gabinetu zabiegowego i myślałem, że po prostu pójdę i mi zrobią (o ja naiwny!). Zacząłem grzecznie, bo zapisałem się do tej przychodni, wypełniłem formularze, wpisałem PESELE, NIP-y i inne zboczone numerki. Założono mi kartę i musiałem jeszcze wpisać osobę upoważnioną do wglądu w dokumenty w razie mojej śmierci. Naprawdę, aż się wzruszyłem tak miłym i optymistycznym powitaniem!

Do gabinetu zabiegowego nikt nie czekał, więc już potarłem moim łapskiem miejsce w którym plecy kończą swoją szlachetną nazwę i startuję! Niestety pani pielęgniarka uświadomiła mi, iż potrzebne jest skierowanie od ICH lekarza. Pytam się dlaczego? Cóż takiego w moich oczach dojrzy lekarz z przychodni przy ulicy Lisa – Kuli, że zapisze mi podawaną domięśniowo witaminę B 12? Mam wypis ze szpitala, skierowanie od specjalisty i muszę odwiedzić jeszcze internistę, który nawet pojęcia nie ma co mi tam w środku poprzestawiali.

Przyszedłem po południu, lekarz faktycznie nic nie wiedział o operacjach bariatrycznych, to go trochę oświeciłem, a on grzecznie wypisał skierowanie do zabiegowego.

Sam zastrzyk miły nie jest, bo bardzo oleisty i chyba pielęgniarka za szybko go zrobiła. Bolało troszkę, ale podobno niektórzy faceci dają sobie robić z tą częścią ciała dużo gorsze rzeczy, więc nie będę narzekać bo mogło być gorzej 🙂

No i na co mi przyszło: zamiast fanfar i tortu z okazji miesięcznicy operacji – zastrzyk w dupsko!

Waga w następnym wpisie, we wtorek (6.10)  było 115 kilogramów, czyli minus 18 kilo!!!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s