Znowu przesadziłem

Tak się wymądrzam, czytuję codziennie forum na kafeterii i nawet czasem się tam wypowiadam. Wydawało by się że wiem dość dużo na temat diety pooperacyjnej. Może, ale wiedzieć nie znaczy stosować…

Jeść małe porcje, nie pić 30 minut przed i po jedzeniu, gryźć dokładnie… Wskazówki cenne pod warunkiem, że jest się grzecznym chłopcem i się je stosuje. A ze mną różnie bywa, niestety.

Od operacji minęło dokładnie 46 dni, a ciągle mi się wydaje że jestem po prostu na diecie. To chyba dobrze, że wszystko zniosłem bezproblemowo, że nie cierpiałem i szybko doszedłem do siebie? Oczywiście, to wspaniale! Jednak nie można zapominać o wymienionych tu na początku przykazaniach. A jak się zapomni to…tragedia! Taki jestem hop do przodu i znowu przegiąłem, bo zjadłem kawałek jabłka niedbale i szybko. Przypuszczam, iż połknąłem większy kawał i zatkało mnie po raz kolejny! Wrażenie jak mega zgaga z tą tylko różnicą że nie ma na to ani Manti, ani Rennie. Trzeba czekać, a boli i ciśnie jak skurczybyk! Położyłem się do łóżka pod pretekstem niestrawności. Dziwnie mi się moja żona przyglądała, bo pierwszy raz w życiu słyszała ode mnie jakieś narzekania na żołądek. Wszystko nadal udało się utrzymać w tajemnicy – mało kto wie o mojej operacji i mam nadzieję, że tak zostanie.

To co by mnie zastanowiło na miejscu moich znajomych to podejrzanie szybki spadek wagi. Jednak nikt się nad tym się nie pochyla, na szczęście! Po 46 dniach schudłem 22 kilogramy i ważę teraz 111.

Kiedyś kiedy osiągałem taką wagę to łapałem się za głowę i zaczynałem odchudzanie, teraz cieszę się że do niej zjechałem!

No, ale jedziemy dalej z tym koksem! Za dwa tygodnie wybieram się do Kazimierza i spotkam tam parę osób, które widziałem ostatni raz pod koniec lipca. Ważyłem wtedy najwięcej w życiu bo 136 kilosów. I dobrze, kontrast będzie większy. Mam jeszcze 13 dni i dodatkową motywację. Mój cel to 106 kilo! Może trochę zbyt ambitnie, bo spadek już jakby trochę wolniejszy, ale ambitny cel to ambitne i nieustępliwe działanie!

Jak każdy w mojej sytuacji mam problem z ciuchami. U mnie w szafie mam niestety dużą dziurę pomiędzy rozmiarem 36 (chodzi o obwód w pasie), a 42 w który ledwo wchodziłem (a raczej w który prawie wchodziłem). Z rozmiaru 42 mam tylko jedną parę spodni – kupiłem ją sobie w maju, bo tylko krótkie spodenki się na mnie dociskały przy pomocy paska. Koszulki? No może cztery czarne T-shirty, dwie polo i jedna ogromna koszula RL. Koszulek z każdym dniem przybywa, bo i brzuch coraz mniejszy. Wspomniane spodnie rozmiar 42 o wiele za duże (choć ściskam paskiem i noszę), spodnie rozmiar 38 (mam jedne) już wkładam, ale się nie dopinam i tu znowu pomocny jest pasek. Z tego co pamiętam muszę zejść do 95 kilo żeby pomyśleć o włożeniu tych zalegających w szafie dżinsów i sztruksów, oraz ślubnego garnituru. Lecz jak się zapewne domyślacie plan mam znacznie ambitniejszy!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s