Przyjemności z gotowania

Z gotowania, a nie z jedzenia moi drodzy! Kulinarne dogadzanie innym też może być przyjemnością jeśli oczywiście lubi się gotować!

Moja Teściowa miała urodziny i strasznie z tym się ukrywała. Ja i tak pamiętam, bo znam ją ponad 20 lat, ale najwyraźniej chodziło o to żeby nie zapraszać gości. Nie dlatego żebym miał mało towarzyską Teściową – wprost przeciwnie! Jednak zrozumiałem ją od oczątku do końca, gdyż zaproszenie gości wiązało się z samodzielnym sprzątnięciem prawie stu metrowego mieszkania i ugotowaniem obiadu dla 10 osób. Basia raczej należy do kobiet nie do końca „pozbieranych”, więc cała ta imprezka byłaby dla niej niezłą mordęgą. Rozumiem że chciała się wyłgać. Jednak kiedy okazało się że na Święto Zmarłych przyjeżdża z Sopotu siostra mojej żony – musiała skapitulować i postanowiła urządzić obiad. Zdjąłem z niej ten obowiązek i przeniosłem imprezką do nas do domu. Odkąd jestem na diecie uwielbiam gotować dla innych. Najchętniej gotuję rzeczy zakazane (tłuste, słodkie itp.), choć nawet ich nie dotykam. Bywa że spróbuję sosu na końcu palca i tyle. W całym obiedzie będzie też element dietetyczny: będę musiał pójść po zakupy do Biedronki (około 800 metrów) i wnieść je na 5 piętro. Według moich wstępnych szacunków towaru będzie około 20 kilogramów.

Menu: Crostini Toscani i Bruschetta na przystawkę, zupa dyniowa z pomarańczami i czosnkowymi grzankami, eskalopki z polędwiczek wieprzowych z gorgonzolą z ziemniaczkami z rozmarynem, sałaty z sosem vinegrette, sałatka z pieczonych buraków z orzechami włoskimi i dresingiem z oleju z ostropestu. Szczęśliwie deser ma przynieść Teściowa, ale żeby nie było za łatwo moja córka zamówiła u mnie ciastka na przyjęcie Haloweenowe. Upiekę „palce czarownicy” – zawsze robią wrażenie!

Idę po zakupy!

Już sobota i po imprezce. Jednak po kolei. Zakupów było dokładnie 27 kilogramów. Oczywiście moi goście tyle nie zjedli, ale tak się złożyło iż dużo rzeczy się w domu pokończyło, a i napoje wyskokowe stanowiły też duży ciężar. Dla jasności dodam, że ja alkoholu nie tykałem, szykuję się na 8 grudnia, na spotkanie z „moimi” dziewczynami, z którymi byłem operowany w Łęcznej. Mamy zamiar zrobić sobie spotkanie mikołajkowe i może przy okazji przyjąć jakieś procenty… Wszystko oczywiście połączone z kontrolą lekarską w szpitalu, bo zdrowie najważniejsze…

Ledwo doszedłem do domu z siatami, przystając po drodze chyba czterokrotnie. Na górę wnosiłem na raty, to znaczy dwie duże torby na drugie, potem zjazd na parter po kolejną torbę i tak dalej…

Po wniesieniu zaległem na kanapie i umierałem, choć jeśli spojrzeć na to arytmetycznie, to wniosłem tylko niewiele większy ciężar od tego jaki od 9-ego września zrzuciłem! Jakże ciężko musiało mi być, oj jak ciężko!

Wzruszony czwartkowym awansem Agnieszki Radwańskiej do półfinału WTA Masters w Singapurze, przygotowałem część dań i odebrałem szwagierkę z Polskiego Busa.

Następnego dnia wzruszeń ciąg dalszy (awans Agnieszki do finału) i prace pełną parą. Co ciekawe kiedy sam nie jem dań przygotowywanych przez siebie, staram się dodać im jakiegoś dodatkowego sznytu, dodatkowej nuty elegancji. Nie wiem dlaczego tak jest, może dlatego że w podświadomości mam zapisane, iż dla samego siebie nie warto?

Przekąski zniknęły błyskawicznie, nawet nie zdążyłem zrobić zdjęcia (po 2 crostini i 2 bruschetty na głowę). Potem zupa – wyszła naprawdę dobra, dowodem na to puste talerze. Pozwoliłem sobie na jedną chochelkę, oczywiście bez śmietany. To zielone w środku to szpinak zmiksowany z czosnkiem i pesto. Danie drugie zostało również zmiecione z talerzy, a porcje były solidne. Nie obyło się bez dokładek. Mięso marynowało się w soku z limonek, z szałwią i czosnkiem. Z tej marynaty zrobiłem potem sos zagęszczony śmietanką 36% i podbity odrobiną masła. Z odbioru publiczności wnoszę, że sos będę robić jeszcze nie raz…

W gotowaniu dla innych widzę same plusy: sprawia mi wielką przyjemność kiedy widzę że naprawdę komuś smakuje, a obcowanie z zakazanymi składnikami i zapachy unoszące się w kuchni tak jakby „dożywiały” mnie, bo przestaję być po nich głodny!

Upiekłem też wspominane wcześniej „palce czarownicy”. Moja córka uciekła z nimi na imprezę szybciej niż zdążyłem im zrobić zdjęcie. Zdjęcie pochodzi z portalu allrecipes.pl – wierzcie że moje nie wyglądały gorzej!

palceDSC00007DSC00013

3 myśli na temat “Przyjemności z gotowania

  1. Witam.
    Bardzo ciekawie napisane,z poczuciem humoru i taką lekkością. Fajnie się czyta Twój blog.Dużo cennych informacji dla takich osób jak ja,przygotowujących się do operacji bariatrycznej.Dziękuję 🙂

    Polubienie

  2. No po prostu ekstra to się czyta, zwłaszcza na oddziale po zabiegu i długim niejedzeniu. Ale muszę Ci przyznać, że ja mam to samo mimo diety całą rodziną mnie chwali, za gotowanie, jakoś tak jest, że faktycznie potrawy dla innych są bardziej dopieszczone.
    Pozdrawiam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s