I to kusi, i to nęci…

Operację zrobiono nam po to, żebyśmy nie jedli (lub jak niektórzy nazywają to po imieniu: nie żarli) ponad miarę. U mnie początkowy brak apetytu niestety całkowicie ustąpił.

W pierwszych dniach po operacji chciałem przede wszystkim coś ugryźć. Papki, papki, papki – miałem tego serdecznie dość mimo, iż urozmaicałem sobie smaki tych „mamałyg”. Jednak człowiek tęskni nie tylko za smakami, ale jak się okazało, również za konsystencją jedzenia. Pierwszą rzeczą ugryzioną po powrocie ze szpitala był biały serek, ale czy to na pewno jest pokarm stały? No, może nie papkowaty, ale do stałych ciężko go zaliczyć! Pamiętacie moje przejścia z bananem i jabłkiem – pogryzłem sobie poważnie, ale również sobie po…. , no właśnie…

Przestałem przyglądać się wskazaniom z rozpiski szpitalnej, bo minął ósmy tydzień i w zasadzie można już jeść wszystko. Oczywiście musimy brać pod uwagę to że chcemy schudnąć – nie jesteśmy przecież idiotami i nie obżeramy się słodkimi bułkami, masłem orzechowym i burgerami z McDonalda mówiąc przy tym że tylko troszkę to nie grzech! Ostatnio podawałem Wam dzienne menu zgodne z zasadą pięciu małych posiłków, a niestety zawierające ponad trzy tysiące kalorii! Trzeba uważać i liczyć!

Czujność przede wszystkim! Dlaczego? W moim przypadku rzecz jest bardzo istotna, gdyż zaczyna mi wszystko smakować! No, może wyjątkiem są banany, jabłka i makrela wędzona która mi się po prostu przejadła, ale reszta kusi i nęci! Jedna z dziewczyn na forum kafeterii pisała, że nie jest w stanie zjeść „na raz” więcej niż dwóch kromek pieczywa chrupkiego. Bardzo mnie to zainteresowało i przeprowadziłem badania (powiedzmy kliniczne). Udało mi się ze smakiem zjeść trzy kawałki, dnia następnego cztery, a dzień potem nawet pięć takich kawałków! Na tym poprzestałem.

To chyba nie jest dobry sygnał dla mojego organizmu! Oczywiście straty związane z tym eksperymentem nie są wielkie, bo jedna kromka to tylko 26 kalorii, ale martwi mnie łatwość z jaką to całe jedzenie we mnie wchodzi. „Agniesk” z forum zatyka się dwoma kawałkami, a ja mogę jeść i jeść! Daje to po raz kolejny do myślenia, że reakcje są bardzo różne i wzmaga moją czujność rewolucyjną!

Obostrzenia żywieniowe wywołane przez operację nie maja być naszym przeciwnikiem, którego mamy pokonać (czyli przechytrzyć) tylko sprzymierzeńcem pomagającym w dążeniu do celu (czyli straceniu kilogramów). To że niektórzy mogą zjeść czy wypić więcej powinno zastanawiać i włączać czerwoną  lampkę z napisem „stop”.

A co kusi i co nęci? Wstyd się przyznać, ale prawie wszystko! Może powinienem trochę sobie „odpuścić” i zrobić „wakacje na Hawajach” jak to ładnie określiła pani psycholog w szpitalu i zjeść coś zakazanego. Może… Z drugiej jednak strony wcale nie jestem przekonany, czy późniejsze wyrzuty sumienia nie zepsują tej przyjemności. Bo cóż sprawia mi większą przyjemność niż dobre jedzenie? Jest coś takiego – to spojrzenie na wagę i stwierdzenie że znowu spadło…

Na wadze 107 kilogramów. Od pierwszej wizyty w Łęcznej spadło 30 kilo, od operacji 26!

Gdybym wciągnął na przykład gicz cielęcą to po pierwszych ekstatycznych wrażeniach, byłoby mi ciężko na żołądku, a także na duszy, bo z grzechami tak właśnie bywa…

A tak? Same kłopoty, znowu musiałem kupić sweter na allegro, bo te które mi zostały wyglądały jak worki pokutne…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s