Pasek i diabelski młynek

Wspominałem w którymś z wpisów o mojej wizycie u kaletnika. Miał być w pewnym sensie świadkiem mojego chudnięcia. I jest!

Kaletnik za pierwszym razem kiedy go odwiedziłem by zrobić dodatkową dziurkę w pasku, zapraszał na kolejne „operacje” i obiecał kibicowanie w traceniu kilogramów.

Jednak kiedy odwiedziłem go ponownie był jakiś rozkojarzony i nieobecny. Zapomniał o tym, że miał zmniejszać pasek o jedną dziurkę. Na zapleczu obciął go brutalnie od strony klamry i zanitował ponownie. „Nie będzie się panu nadmiar tego paska plątać” – powiedział niszcząc moją koncepcję częstych odwiedzin w jego zakładzie i ciekawego widoku zbyt wielu starych dziurek jako memento po otyłości…

No cóż, tak wyszło. Przyłożyłem odcięty kawałek skóry i okazało się, iż ta „amputacja” to jakby równowartość trzech dziurek.

„Kiedyż to ach kiedyż dotrę do mojego kaletnika” – pomyślałem. A tu proszę – raz, dwa trzy i wczoraj spodnie zapięte na ostatnią dziurkę skróconego paska udało mi się ściągnąć z… wiadomo czego.

Przy jutrzejszej wizycie kaletnikowi nie dam już nic obciąć czy też skrócić…

Zintensyfikowałem zabiegi ujędrniające. Moim śmiesznym chińskim „masażerem” kupionym na allegro za cztery dychy już codziennie masuję brzuch. Na zmianę używam balsamu „Palmers Cocoa” i „Bio Oil”. Szczęśliwie mam obok łóżka gniazdko i jeżdżę po brzuchu tym dziwnym urządzeniem. Początkowo miałem obawy co do wytrzymałości tego „ustrojstwa”, ale zupełnie niesłusznie. Wszystko gra bez zarzutu, a po bliższym przyjrzeniu się konstrukcji „masażera”, moje zastrzeżenia zaczęły budzić kwestie związane z bezpieczeństwem, a konkretnie z elektryką.

Żadnych znaczków świadczących o spełnieniu norm europejskich nie znalazłem, kabel jest podejrzanie krótki, wtyczka bez uziemienia. Wygląda na to, że używam jakiegoś plastikowego młynka, który lada moment porazi prądem mój niemały jeszcze, nadal znacznych rozmiarów brzuch. Wtedy sprawa rozwiązała by się natychmiastowo: brzuch zwęglił by się i odpadł, a ja strzepnąłbym popiół i stałbym się szczupły w jednej chwili!

Pracuję nad tym i jeżeli uda się wprowadzić w życie taki scenariusz i jednocześnie uda mi się przeżyć to powiadomię Was o tym.

Jednak jeśli spalę się razem z brzuchem to postawcie świeczkę przy grobowcu na Powązkach. Znajdziecie go bez problemu po inskrypcji brzmiącej następująco:

Tu spoczywają kości i zwęglona skóra

Odchudzonego skutecznie Króla Artura!

kaletmck

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s