Jest źle, a chudnę…

Oczywiście lepiej to brzmi niż na przykład: „jest dobrze, ale tyję”.

Operacja bariatryczna jest robiona w jednym celu: żeby schudnąć. Czytając przeróżne fora i wątki w internecie nie jestem przekonany o tym, czy wszyscy operowani są tego świadomi.

Na porządku dziennym są dyskusje typu: „czy udało ci się wcisnąć czekoladę”, albo „czy ptasie mleczko już ci wchodzi”. Najrozsądniejszą społecznością w jakiej się udzielam (przez to również moją ulubioną) jest wątek na kobiecym (nie da się ukryć) portalu ikafeteria. Tam w większości wypadków istnieje społeczna świadomość swoich niedomagań i błędów. Ludzie zwierzają się z tego że na przykład zgrzeszyli jakąś dietetyczną niesubordynacją, a przede wszystkim są tego świadomi. Jako stały forumowicz nie będę się wyłamywał i stwierdzam otwarcie i samokrytycznie: JEST ŹLE!

Dlaczego? Powody są dwa. Pierwszy, który ucieszyłby młode matki niejadków i rodziny anorektyczek – wszystko mi smakuje! Krótko mówiąc, tego typu założenie powoduje od razu, iż przypomina się słynna fraza:  „OK. Houston, we have a problem”. Problem trzeba likwidować w zarodku, ale jak? Tu przypomina mi się zupełnie inny cytat, tym razem z Kabaretu Starszych Panów. Tytułowy „Tani drań” pośród swoich usług reklamował „obrzydzanie cynaderką” (a następnie „usuwanie śladów ścierką”), u mnie to jednak zupełnie nie działa, bo nereczki lubię jak mało co!

Może powinienem najeść się wszystkiego po trochu, doprowadzić do „zapchania”, i ewentualnie torsji (jak to się elegancko mawiało przed wojną)? Może i to jest sposób, bo po pierwszych doznanych sensacjach bananów i jabłek nie jadam.

To oczywiście wszystko żarty – rzecz jak zwykle to bywa tkwi w głowie!

Drugi powód, nie mniej poważny,  jest taki że ciężko mnie „przepełnić”. W chwilach słabości podjadałem i…nic! Według moich obliczeń ten mój mini żołądek dawno powinien się napełnić, a tu końca nie widać! Nie są to ataki obżarstwa, ale chciałbym dmuchać na zimne, bo szkoda zmarnować tyle wysiłku mojego i lekarzy. A może zamiast przewidzianych 30 ml zostawiono mi znacznie większy żołądek? Jednak nie wydaje mi się, żebym sobie zasłużył na takie podstępne i niecne działania chirurgów. Byłem grzeczny i uprzejmy, na wizyty kwalifikujące się nie spóźniałem, do operacji schudłem troszeczkę, więc nie widzę powodu czemu mieliby się mścić i zostawiać zbyt duży bebech!

Jednak chudnę! Powoli już, ale regularnie. Około 1,5 kilograma tygodniowo i to mnie w pełni zadawala, jednak chęć do jedzenia zwana przez niektórych apetytem nie daje mi spokoju.

Co mogę zaliczyć na plus w tej sytuacji? Niewątpliwie to, iż paru zaleceń się trzymam. Nie jem ziemniaków (choć już dwa razy próbowałem po małym kawałeczku), ryżu i makaronu (w ogóle). Nie jadam też pieczywa (spróbowałem raz, ale nie ciągnie mnie specjalnie). Nic smażonego (jeden wyjątek – mały kawałek jagnięcej wątróbki) i żadnego tłuszczu ani cukru.

Na minus: wspomniane wyżej grzeszki, podjadanie serów (w mikroskopijnych ilościach, ale jednak), picie mleka 3,2% (lubię, a inne przestało mi smakować).

Mój organizm wspomina mi również o tym, że wypiłby kieliszek czerwonego wina, a wieczorkiem małą szklaneczkę single malt. Z tymi ostatnimi potrzebami jednak bym nie szalał, bo znam ja ten organizm i znam ten „kieliszek” i „szklaneczkę”…

Reasumując: jest źle bo wszystko mi smakuje i dużo się mieści. Jest dobrze bo chudnę! I co mam o tym wszystkim myśleć, moi drodzy?

PS Waga 106 kilogramów – 30 kilo mniej niż na pierwszej wizycie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s