Święta, czyli grzechy większego kalibru

Pierwszy raz od dawna włączyło mi się słynne „zatykanie”. Od dawna wystarczała mi świadomość że może się włączyć, ale w święta…

No właśnie, te święta były inne niż poprzednie. W Boże Narodzenie siedzieliśmy z rodziną w Warszawie, a teraz wyjechaliśmy do Kazimierza. Wyjazd sprzyjał szaleństwom jedzeniowym, ale również hulankom alkoholowym. Jak wiemy ani jedno, ani drugie nie pomaga w spadkach wagi.

W sobotę odwiedziłem swojego dentystę i nie było to spotkanie w gabinecie tylko absolutnie prywatnie (te zawodowe zaliczyliśmy tydzień wcześniej). Pyszna pieczeń z dzika (dentysta-myśliwy) i niemniej pyszne wyroby spirytusowe nastroiły mnie błogo… Dzik popity domową żubrówką przeszedł bez większych konsekwencji, aczkolwiek bez alkoholu zapewne nie byłoby tak lekko.

W niedzielę śniadanie u naszej koleżanki i po małej miseczce żurku… stop! Takie ilości zdarzało mi się jeść, ale organizm mądry i najwyraźniej wojowniczo nastawił się na święta! OK, nie będę kłócić się z mądrzejszym. Towarzysko było ciężko („dlaczego nie jesz, nie smakuje ci?” itp.), jednak jakoś to wszystko przetrwałem. Po dwóch godzinach spróbowałem kiełbasy (no przecież kiedyś pogrzeszyć trzeba!). Parę plasterków, kawałek pasztetu i znowu zatkało!

I bardzo dobrze, wiem że wszystko działa jak należy i że jak byłem głupi tak i jestem, więc operacja miała sens!

Jednak trzy dni w Kazimierzu, podżeranie małych ale kalorycznych przysmaków, popijanie ich różnymi pysznymi trunkami nie dało żadnych dietetycznych efektów i nikt rozsądny takowych by się nie spodziewał.

Było już 93 na wadze, a teraz 95,7 kg! Im dalej tym trudniej, a i czujność rewolucyjna zaczyna się osłabiać. Poza tym spotkałem wiele osób, które nie widziały mnie od sierpnia zeszłego roku i pochwałom z ich strony nie było końca. W atmosferze komplementów i zachwytów  dawno nie widzianych znajomków resztki wyżej wspomnianej czujności rozpłynęły się gdzieś w przestworzach, a nierozsądnie wchłaniane kalorie związały cząsteczki tłuszczu które znowu zaczęły powracać na moje cielsko!

Wzrostowi wagi mówimy nasze kategoryczne NIE! Precz z podstępnie atakującym tłuszczem i jego zdemoralizowanymi siostrami kaloriami!

Mój nowy plan dwumiesięczny zakłada cyfrę „8” na przedzie! (Bo stary się nie powiódł:-( ).

Reklamy

6 myśli na temat “Święta, czyli grzechy większego kalibru

  1. No witaj KRÓLU jest mi bardzo przykro że nie widziałam Cię w Łęcznej mam nadzieje że się jeszcze zobaczymy a no i moja waga spada chociaż jak piszesz że w święta pogrzeszyłeś to nie jesteś sam! a ja już niedługo zobaczę 7 z przodu pozdrawiam i pisz tego bloga bo lubie go czytać!.

    Polubienie

  2. Hej chciała bym poddać się operacji .ale bardzo boje się!!!!!!!!!!!!!!!! Chciała bym porozmawiać z osobą ,która jest już z 10 lat po takiej operacji może ktoś z was zna kogoś takiego bardzo proszę o pomoc.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s