Pasztety śliczne…

Uważa się powszechnie, że pasztety są ciężkie, wysokokaloryczne i w ogóle z dietetycznym jedzeniem nie mają nic wspólnego. Czy na pewno?

Pasztet wieprzowy, czyli często „przegląd tygodnia” zakładu masarskiego. Kojarzy się niektórym nie najlepiej, bo niestety nieuczciwi wytwórcy nie są rzadkością. Wrzucają do środka co się da, „uszlachetniając” dodatkowo różnymi świństwami na przykład preparatami sojowymi i różnego rodzaju mączkami. Klasyczne rzeczywiście wymagają pewnej ilości tłuszczu, który chroni je przed wysuszeniem podczas pieczenia. Jednak są też wegetariańskie, lżejsze znacznie choć tłuszcz oczywiście również występuje.

Sam sposób robienia pasztetów wegetariańskich z założenia jest pro dietetyczny – pieczenie nie wymaga użycia na przykład smalcu czy frytury, co najwyżej masę wzbogacamy niewielką ilością oleju. Przyznam się Wam, że zająłem się produkowaniem pasztetów na skalę… no właśnie, ciężko powiedzieć jaką.

Wystawiam się na Targu Śniadaniowym (na warszawskim Żoliborzu). Targ jest usytuowany na terenie bazy Miejskich Zakładów Autobusowych przy Hali Marymonckiej, na ulicy Włościańskiej 52. Od wiosny do jesieni przenosi się na zielony teren pomiędzy jezdniami Alei Wojska Polskiego (obok Cytadeli).

Pasztety robię sam w domu i sam sprzedaję w sobotnie poranki i popołudnia. Co tydzień piekę ich więcej i co tydzień sprzedają się wszystkie! Skala początkowo mała, zwiększa się do takich rozmiarów że pieczenie i wyrabianie zajmuje mi już dwa dni. Życzę sobie jak najwięcej takich kłopotów!

Asortyment jest dość szeroki, a pomysłów przybywa. Jak dotąd produkuję następujące pasztety: z kaczki z rozmarynem, z gęsi z tymiankiem, wieprzowy z różowym pieprzem, z wędzonego kurczaka, z królika z nasionami kopru włoskiego, z cieciorki z przyprawą garam masala, ostry z fasoli z nitkami chilli, z grochu z musztardowo-miodową skorupką, marchewkowy z imbirem. Niezły wybór, prawda? Za tydzień zamierzam poeksperymentować z pasztetami do smarowania, pieczonymi w słoikach.

Ale miało być o pasztetach w wersji light. No właśnie, wegańskie i wegetariańskie pasztety są lżejsze i przez to niewątpliwie zdrowsze. Zawierają też odpowiednie ilości białka (szczególnie te z roślin strączkowych), a ponieważ ostatnimi czasy panuje moda na jedzenie bezglutenowe to zamiast bułki jako zagęszczacza używam w nich kaszy jaglanej.

Zapraszam Was na Targ Śniadaniowy, a po znajomości bariatrycznej podaję przepis, bo u mnie tanio nie jest i może wolicie sami zrobić sobie niezły pasztet… 🙂

PS Jeśli ktoś tęskni za moimi wpisami to wystarczy powiedzieć i jak widać, ciach, prach i jest Paulinko!!!

 

Pasztet z grochu z musztardową pierzyną

 Składniki:

0,5 kg grochu
torebka kaszy jaglanej (100 gram takiej kartonikowej)
6 łyżek  oleju + 2 łyżki do podsmażania cebuli
łyżka ziaren kolendry stłuczonych w moździerzu
2 średnie cebule
musztarda z ziarnami – pół słoika
sól

pieprz tłuczony

starta skórka jednej cytryny

łyżka miodu od pana Szczygła

Groch gotować godzinę bez żadnego namaczania, na kwadrans przed końcem gotowania wrzucić torebkę z kaszą. Cebule pokroić byle jak, podsmażyć na oleju z kolendrą. Wszystko przepuścić przez maszynkę na sitku 3 mm (oczywiście kaszę wyjąć z torebki, bo podobno torebka mało smaczna jest). Wystudzoną masę wyrobić dokładnie, doprawić skórką z cytryny i tłuczonym pieprzem, posolić.  Przełożyć do foremki wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Po 30 minutach pokryć wierzch musztardą wymieszaną z miodem. Piec kolejne pół godziny. Wyjąć, wystudzić i kroić dnia następnego.

Reklamy

9 myśli na temat “Pasztety śliczne…

  1. Witam, pomysły na pasztety super, przepis też interesujący, muszę spróbować, ale powiedz Królu jak z wagą u Ciebie, chudniesz jeszcze czy już nie potrzebujesz? i czy łatwo Ci utrzymać wagę.Jestem po niedawno zrobionej resekcji i już nie mogę się doczekać co będzie za parę miesięcy, jak będę wyglądała. Naradzie dochodzę do siebie i nic nie jem tylko piję.Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Ostatnio nie chudłem, ale wystarczyło ograniczyć zgubny nałóg (winko!) i spadło 3 kilo. Chciałbym jeszcze 5-7 kilogramów, ale i tak mi już dobrze jest:-) Rozleniwiłem się, aczkolwiek pilnuję wagi i chyba na wiosnę postawię tę kropkę nad „i”:-)

      Polubienie

    1. Czytając uśmiechnęłam się – bo mimo, że nie jestem Tą Paulinką, która prosiła o kolejne wpisy, a zupełnie inną, wchodząc na Pański blog, przebiegła mi przez głowę jedna myśl – dlaczego TAK mało Pan pisze – a tu patrzę – zaskoczenie!!! UWIELBIAM Pański blog i proszę o więcej 😀 Pozdrawiam Paula (również po gb) 😀

      Polubienie

  2. Arturze dzięki za bloga. Podczytuję Cię i kafeterię od jakiegoś czasu i Twój sukces mnie zmotywował (inne oczywiście też, ale Twój najdokładniej opisany!), i sama dojrzałam do decyzji o operacji. Jeśli wszystko pójdzie tak jak bym chciała, to też wybiorę Łęczną. Czy mogłabym prosić o kontakt na maila? Z góry dzięki i pozdrawiam!

    Polubienie

  3. Witam ,ja jestem juz po skapletowaniu badań 10 kwietnia idę na 1 dzien do szpitala jeszcze jakieś badania i boję się zapisalam się na zmniejszenie zoladka .Całe życie mialam kompleksy ale ostatnio kregoslup zaczyna siadac wiec moja decyzja dość sama sobie nieporadze idę .Chciałabym wiedzieć jak to jest po operacji jak samopoczucie wiem ze sama operacja nic nie pomoże jeśli człowiek nie zabierze się do działania i właśnie czekamy

    Polubienie

  4. Królu Królu! Nie było mnie tutaj długo:) Ale rzeczywiście wpisów niezbyt dużo. Obijasz się 😉 Jak tam Twoja waga? Pozdrawiam gorąco! Iza

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s